Piosenka wyrwała się z piersi wesoło...
Patrzyła na spinkę jednakże i mówiła sobie, ot tak, przez ciekawość pustą: ktoby to mógł być taki?
Zgadywała, ale odgadnąć nie mogła.
Potrzeba było spytać Zamechską, która tajemnicy czynić z tego nie potrzebowała.
Zaczęła klejnot układać znowu na jego atłasowem posłaniu, chciała zamknąć, ale się go napatrzeć nie mogła — taki był śliczny.
Wypadałoż go zatrzymać? Trzeba go było oddać?
Nie żądano zań nic a nic... więc dlaczego nie miała zachować podarku. Wejrzenie jej padło razem na piękny różaniec koralowy, który się wydał pospolitym i ubogim. Nie mógł iść w porównanie z rubinem, który miał w sobie coś gorącego jak ludzkie spojrzenie?
Dobrą godzinę przemarzyła Dżemma sam na sam ze spinką, i tak jakoś z nią się poprzyjaźniła, tak się do niej przywiązała, że się już wydawało niepodobieństwem ją zwrócić.
August król był tak roztargniony, tak mało zazdrośny, że pewnie już ani mógł spytać o pochodzenie podarku tego. Wyobraził sobie, że był ofiarą starej królowej i więcej pewnie się o to nie troszczył. Tylko przy Bonie spinki wziąć i pochwalić się nią nie było można. Oko starej królowej widziało wszystko i wiedzieć musiała wszystko co się tu działo. Onaby się nie dała zbyć domysłem, spytałaby i doszła kto przysłał, a może pogniewała się?
Ale czyż królowa sama podarków nie brała?