Z jednej strony rachując na zachowanie dobre u starej królowej, z drugiej na pewne stosunki z ludźmi otaczającemi króla... mając obietnicę umieszczenia u boku młodego pana, wahał się teraz do jakiego obozu przystać było najkorzystniej.
Sympatyi szczególnej nie miał dla nikogo, przedewszystkiem kochał siebie.
Iść pod wodzą pana Bonera przeciwko Bonie i młodemu królowi, mogło coś obiecywać; ale Włoszki się obawiał. Z Boną trzymać? znaczyło że musiał długo czekać nimby Dżemma jej stała się niepotrzebną?
W tej niepewności, jak dawniej tak i teraz pozostał na stanowisku neutralnem, wypatrywać, czekać, a pierwszą zręczność nadającą się zużytkować.
Wiedział, że za kilka miesięcy przybyć miała młoda królowa... Walka rozpocząć się musiała natychmiast po jej przyjeździe, a pociągnąć długo nie mogła, bo Bona powoli działać nie umiała... Król był stary i coraz słabszy... Nie taił przed sobą, że ciernistą miał do przebycia drogę; ale gdy spojrzał zdala na to cudo piękności, które miało być trudów nagrodą i powiedział sobie: Będzie moją!... żadna ofiara nie zdała mu się za wielką.
Wszyscy mieli Dudycza za bardzo ograniczonego człowieka; trudna i niezgrabna jak on sam mowa, jeszcze mocniej przekonanie to utwierdzała — żartowano sobie niemal z jego głupoty. On sam nigdy się za bardzo rozumnego nie miał, ale czuł że teraz jakaś gorączka, na pół ambicyi, pół miłości, nadawała mu siły i rozum jakich nie miał nigdy.
Patrzał na ludzi i zdawało mu się, że ich na wskróś widział i rozumiał, obmyślał plany i czuł że nie były najgorsze. Nie odznaczały się one wymysłami zbyt skomplikowanemi, proste były niezmiernie, lecz znajomość pospolitej natury człowieka służyła im za podstawę. To pewne, że kto na słabości ludzkie, miłość własną i próżność, chciwość, pragnienie zemsty itp. rachuje, ten się rzadko myli.
Dudycz też nie był teraz tak głupim, jak go sądzono.
Parę razy pokazał się przy dworze starego króla, do którego zawsze jeszcze się liczył, nawijał się na oczy Bonerowi i innym, ale nikt go tu ani potrzebował, ani nawet raczył na niego spojrzeć. Poszedł więc na przesmyku czatować, ażali stara królowa okiem na niego nie rzuci, nie powie mu dobrego słowa... Tu mu się powiodło lepiej.
Bona wiedziała wszystko i zdaje się, że miłość śmiesznego Dudycza dla pięknej Dżemmy nie była dla niej tajemnicą, może więc już teraz rachowała na niego, gdy się Włoszki pozbyć będzie potrzebowała.