Podniosła rączki trochę duże ale kształtne do góry.
— Królu mój, któż zdobycze wasze policzy! — zawołała. — Przypomnijcie Mariettę! Nie kochaliście jej jak Dżemmę, a przecież...
Nie dokończyła. August oczy spuścił.
— Nie rozumiem czego chcesz odemnie — rzekł sucho.
— A mnie się trudno wytłómaczyć jaśniej — szepnęła Bianka. — Biedna Dżemma, ona tak wierzy! tak ufa! tak jest pewną...
Mówiła jeszcze Włoszka, gdy król dał jej znak, posłyszał a raczej przeczuł nadbiegającą Dżemmę, która posłyszawszy zdala rozmowę przyspieszała kroku, leciała zadyszana, zarumieniona, rzuciła się wprost na Biankę, która krzyknąwszy uciekła, a potem podbiegła do króla.
Brwi się jej strasznie ściągnęły.
— A! ta podła Bianka! — krzyknęła — korzysta z tego że mnie nie było, aby się zalecać.
Rozśmiał się August, wstając i podchodząc do zagniewanej, którą objął, chociaż odpychać go chciała.
— Bianka, przysięgam ci, mówiła tylko o tobie! — rzekł łagodząc.