— A ja czekam aż się zmiłuje — dodał Dudycz — i właśnie myślę, że czas na trzeci podarek, który dwa poprzedzające zakasuje.
— I po nim królowa cię znowu pośle do Kmity — rozśmiała się ochmistrzyni.
— Nie, teraz już nie — rzekł wesoło Dudycz. — Zmieniło się położenie.
Ochmistrzyni litościwie na niego spojrzała.
Zamechskiej, która zmęczona usiadła, w istocie żal być musiało biednego Dudycza.
— Szkoda mi cię — rzekła tonem protektorskim. — Jeżeli kiedy się może co zmieni, nie wiem, ale do tej pory ja nie widzę nic takiego, coby wam było korzystnem.
— Ależ król się ożenił? — odparł Dudycz — jasna rzecz!
Zamechska spojrzała w stronę ku pokojom Bony, i wskazując je ręką, szepnęła.
— Tak, ożenił się, ale na przystęp do żony i poznanie się z nią bliższe pozwolenia ztamtąd nie ma. Nasza stara zła, zła i roznamiętniona przeciw staremu panu, przeciw młodej królowej, przeciwko wszystkim. Nigdym ją taką nie widziała. Długo się powstrzymała, teraz wybucha.
Przy koronacyi dano jej iść za młodą panią... tego darować nie może. Jest upokorzona, poprzysięgła zemstę. Przy pierwszej zręczności stary pan będzie miał co słuchać. Szczęściem teraz pełno gości i sam na sam się z nim nie spotykają, ale nie minie go chłosta.