— A! tak! tak! tyś doskonale odgadła wszystko — poczęła żywo — temu winna ta królowa straszna, o której jeszcze w Pradze słyszeliśmy, że ona tu rządzi wszystkiem i królem samym.
Zygmunt taki dobry dla mnie. Lecz czyż starej tej Włoszki niczem rozbroić, przebłagać nie można? Byłabym tak pokorną, tak posłuszną, byleby mi Augusta kochać i jemu mnie pozwoliła?
Kätchen uśmiechnęła się.
— Przymilać się starej królowej — odezwała się — byłoby napróżno. Zachowaj się poważnie i nie okazuj tylko bojaźni. Masz za sobą powagę ojca, opiekę cesarza, których ona potrzebuje obu, nie waży się nic począć przeciwko tobie.
Nie trwoż się tylko i nie okazuj po sobie, gdybyś nawet cierpieć miała. Wszyscy tu oczy mają zwrócone na ciebie, i wszystkie serca już pozyskałaś sobie. Stary Zygmunt łzy ma na powiekach gdy patrzy na ciebie, Tarnowska i jej siostra z uwielbieniem mówią o tobie, cały dwór unosi się nad twą pięknością i łagodnością. Bona nie dokaże przeciwko tobie nic, i ludzie więcej tylko niż dotąd będą ją nienawidzili.
Zamyślona słuchała młoda pani.
— Bona — rzekła po cichu — wiesz ty o tem, gdy wszyscy podarki przynosili, ona jedna nie dała mi nic, nic... Gdy przyszła kolej na nią, czekano... widziałam na twarzy starego króla podziwienie i gniew, ale nie okazałam nawet żem to zrozumiała.
A! Boże mój — dodała — czyż ja potrzebuję tych darów, tych bogactw, bylebym miała jego serce. Oddałabym Bonie co mam, niech tylko kochać się nam nie przeszkadza.
Dzień już był biały. Na zamku ruch w początku słaby, stawał się żywszym z każdą chwilą. Na podworcach zamkowych, pomimo przejmującego chłodu, gotowano plac do turniejów, wysypując go piaskiem, bijąc koły, okrążając go łańcuchami i sznurami.
Do starego króla poczęli się zjeżdżać senatorowie, dla odprawienia co pilniejszem było nimby się rozpoczęły zabawy, igrzyska i przyjmowanie cudzoziemskich gości.