— Wy się słyszę jutro wybieracie w drogę? — rzekł Moncaccio.
— Tak jest.
— Jeżeli do Pragi, z Bogiem — mówił dalej przybyły — jeżeli za królową i królem, signor Giovanni, wam dobrze życzę, nie jedźcie.
— Dlaczego?
— Szkoda mi was — odparł Moncaccio.
Marsupin się rozśmiał.
— Strachem mnie nie wziąć — rzekł.
Zmilczał gość patrząc na stół.
— Wiem, że się nie boisz — rzekł po chwili — ale jechać nie życzę.
Zawahał się chwilę.