— Mam dla was obowiązek wdzięczności, ostrzegam — dodał — królowej naraziliście się śmiertelnie. Ona wam nie przebaczy, życie wasze zapłacone, zabiją was.
Marsupin podparty na ręku dumał.
— Słuchaj — dodał Moncaccio — ja wiem o wszystkiem. Zrobiliście co tylko było w mocy ludzkiej uczynić, więcej nie zdołacie nic. Życie więc dacie nadaremnie.
— Ależ mój Moncaccio — odparł Marsupin — kto na moje nastawać będzie, ten swoje też narazić musi, nie wiadomo kto kogo zabije.
— Ilu was będzie? — rzekł zimno Włoch.
Marsupin nie chciał kłamać, razem z nim mogło być najwyżej pięciu.
— Gdy przeciwko wam młodych, zręcznych, niespodziewanie, w obrachowanem miejscu i czasie stanie piętnastu — żadna siła was nie obroni.
Zdradzam moją panią — dodał — ale wasza śmierć nic jej nie da oprócz tego, że jej zemstę nasyci. Na drodze w trzech miejscach na was czekają zasadzki, nie ujdziesz ich. Czyń co chcesz. Jam swoje spełnił, nie będę miał nic na sumieniu, i jeżeli się znajdę naprzeciw was, tak dobędę miecza jak i drudzy.
Marsupin pogardliwą miną odpowiedział na to.
— Jeżeli życie masz za co ważyć — dodał przybyły, biorąc za kapelusz — czyń co wola.