— W. K. Mość — odezwała się z przekąsem — bardzo mi spoważniałeś na Litwie i zapomniałeś o matce. Nie wiem czy ja na to zasłużyłam...
Oddech jej mowę zatamował.
Nie schyliwszy się do pocałowania ręki matki, August stanął.
— Zdaje mi się — odparł — że i ja na wymówki nie zasługuję. Czemże zawiniłem?
Bona poruszyła się na krześle.
— Nie kłam — zawołała unosząc się nagle — powracasz innym. Dałeś się ująć ludziom, którzy są wrogami moimi.
— Ja? — odparł August — ja? do tego się wcale nie czuję...
— Wierz mi — przerwała gwałtownie Bona — iż każdy twój krok, niemal myśl jest mi wiadomą. Kochałam cię i kocham, pragnę twojego dobra. Jesteś niewdzięcznym.
— Ale czemże zawiniłem? — chłodno zapytał Zygmunt August.
— O! uderz się W. K. Mość w piersi! — poczęła szybko królowa. — Łatwiej to uczuć mnie, matce, niż wypowiedzieć i wyliczyć. Od kilku miesięcy listy ustały prawie, ton się ich zmienił, w kilku znalazłam zdania zupełnie moim przeciwne. Naostatek...