Jakim sposobem między tym rodem Chama biorą się ładne twarze, żywe oczy, uśmiechające wesoło usta i zgrabne kibicie i ramiona białe i nóżki zręczne — tego ja wytłómaczyć nie potrafię: Bóg daje czy przypadek wyradza? zgadnąć trudno... To pewna, że u nich krasa znika prędko, rumieńce przekwitają, marszczki w dwudziestu leciech się zjawiają i młodość jest błyskawicą... nie znają też kosmetyków żadnych oprócz wody, a Guerlain nie dla nich pracuje. Wasylissa była tak piękna, że Chariton dla niej głowę stracił i pomyślał nie wiedzieć zkąd i jak być sobie z nią szczęśliwym — jak gdyby miłość, szczęście i inne tego rodzaju rozrywki, nie były wyłącznym udziałem Jafetowego plemienia? Zachciało się biednemu chłopowi ożenić z miłości, co innym rzadko na dobre wychodzi, i odpokutował za to biedaczysko przykładnie — Perebendia jeszcze wówczas gospodarzył i ojcował, a dobadawszy się co syn ma na myśli, zaraz mu szczerze i otwarcie powiedział.
— Oj bieda będzie Charitonie... piękne liczko w oczy wpadło! a to nie Boży dar, a szatańska pokusa. Każda młoda piękna... na co tobie przebierać w oczach i ustach, kiedy nam o rękach i sercu myśleć potrzeba!!
Zkąd tę prawdę wziął stary Perebendia, nie wiadomo, to pewna że nikt go nie uczył, nawet doświadczenie, bo jego nieboszczka nie była piękną, a Semen zawsze od kobiet stronił jak od powietrza. Dosyć że mu to skądeś wiatr przynieść musiał, ale z wiatrem też poszło mimo uszów syna, który w głowę się poskrobał, a koło folwarku krążył jak wprzódy. Wasylissa nie była od tego: sierota chciała się wydać za mąż za gospodarza, a na wesele nie było jej komu naprząść i utkać ręczników, choć cały dwór za nią latał.
— Co będzie to będzie! — zawołał Charyton — a taki się z nią ożenię!
— To się sobie żeń — odparł Semen smutno — na to rady nie ma, kiedy komu kobieta głowę zawróci... ale nic nie będzie, krom biedy!
Huczne tedy było wesele; sprawiano je we dworze, gumienny był starostą, marszałkiem szynkarz, a najdorodniejsi parobcy drużbami pana młodego, wódki dawano w bród.
Wasylissa tak się wystroiła, że choć ją malować — ale w tydzień po weselu już w chacie posmutniało. Raz wraz przychodzili nieproszeni goście, na których Kruczek ujadał, mołodycy stroić się chciało choć na pole, w niedzielę tęskniła do tańca i skrzypek, a w domu jakoś z robotą nie szło i musieli ją zastępować, bo białe rączki bolały...
Nie byłać to zła kobieta i nikt nic na nią nie umiał powiedzieć, choć ze dworu różnie wychodzą: ale już od ludzi innych chwyciła próżniaczej natury Jafetowych dzieci i nie umiała pracować... tylko gdy się znudziła spoczynkiem.
Jeszcze lat kilka potem trwała świeżość na jej twarzy, świeciło gładkie owe liczko co za serce ciągnęło i resztki młodości, ale Pan Bóg dał dzieci i kwiat zwiędł szybko, a Wasylissa z pamięcią lat pierwszych pozostała bijąc się w życiu powszedniem, do którego przywyknąć nie mogła.
Charyton coraz bardziej stawał się mrukiem... a stary Semen wlazł za piec i prząść się nauczył.