Żadnego u nas z licznych przysłów, pozostałych z przeszłych wieków i utworzonych za naszych czasów, obficiej na wszelkie wypadki nie używają nad to fatalistyczne: — Jakoś to będzie! — Czy idzie o fraszkę, czy o rzecz największej wagi, długie rozmysły i zaciekania kończą się zawsze tem nieszczęsnem:
— Jakoś to będzie!
Nic lepiej nie maluje fatalizmu, w który popadliśmy przez lenistwo umysłowe i wszelakie inne, nad to wiekuiste: — Jakoś to będzie. — Jak będzie i kiedy i przez kogo, nie wiemy, ale nas pociesza, że jakoś to będzie.
Pięknie to bardzo mieć ufność w Bogu i Opatrzności, ale spuścić się na jakoś, na coś, na przypadek, jest to zrzec się rozumu, woli i kierunku życia.
— Panie Jacenty! — wołamy — literatura upada, czemu jej nie podtrzymujecie? macie obowiązek ją wspierać, języka sprawa to sprawa życia... cóż jeśli z waszej winy przegraną zostanie?
Pan Jacenty na to z krwią zimną:
— Dajcież mi pokój! jakoś to będzie!
— Panie Pietrze — mówi ktoś inny — kościół się wali, księża chleba nie mają, seminarja potrzebują pomocy, szpitalów proszą ubodzy, szkółek lud czeka... ruszajcie się, pomóżcie, obmyślcie, róbcie coś przecie... na was leży przyszłość! Historja was spyta o rachunek...
— Porzuć-że — śmieje się pan Piotr — i bez nas jakoś to będzie...
— Panie Janie — zagaja inny — myślcie o wyborach urzędników, którzyby istotnie zdrową i zacną część społeczeństwa przedstawiali, którzyby nie chlubili się przed wami, że oszczędzili waszego grosza narobiwszy wam wstydu, ale że spełnili obowiązek... jedźcie na wybory, nie rządźcie się prywatą ale sumieniem...