Nareszcie jednego poranku, gdy już od dawna wiatr nas rzędem wszystkich nagiął i pochylił, a kilku tylko twardszych płot na nogach trzymali, przyszło pod ciężarem bydła, które wtargnęło do sadu, runąć wszystkim razem na ziemię.

Tu inna poczęła się męczarnia... gorsza jeszcze, bośmy legli na wilgotnym owym gruncie gniotąc chwasty sobą, które zaraz powstać miały, a trzoda przeszła nam po karkach depcząc i zwiastowała, że odtąd nogi bydlęce dobijać nas będą powoli. Jeżeli bieda kołkowi, co stoi sobie w płocie o swej sile, to stokroć gorzej temu, który już leży na ziemi: gniją mu boki, zielsko używa go sobie za podporę i kto żyw, znęca się nad biedakiem...

Myśleliśmy z razu, że zaraz płot odmienią, a nas dźwigną choćby na pańską kuchnię, ale gospodarz znać nigdy tędy nie chadzał, parę razy jakiś człowiek postał tu nad nami kiwając głową i rzucono nas na ziemi, zdawało się na wieki... Część tylko szczęśliwszą kuchciki w pilnych razach zużytkowali na kuchnię, twardszych jednak i mniej przegniłych nie chwycili.

Oto rys dziejów moich — dodał stary kołek — chronologiczny pogląd na nie i wielkie epoki żywota, ale któż opisze dnie po maluteńku upływające, ciężkie, długie, nudne... poświęcone rozmyślaniom o marności świata i losie kołków biednych. Chyba od bałamutnej sroczki lub trzpiotowatego wróbla, który ci głowę brzydzi, dowiesz się co się na świecie bożym dzieje, czy dęby puściły w lesie, czy liść opadł jesienią, czy mróz go zwarzył na gałęziach...

Masz asindziej przedsmak przyszłości — dodał wzdychając stary kołek — ab uno disce omnes.

Rozdział trzynasty. Niewiedzieć dla czego o Sacharze

Zgodzicie się na to, kochani czytelnicy, że nim kołek nasz ostatecznie obuchem w łeb dostanie i wbity w ziemię, pocznie pokutę za wesołe młodości lata, należy nam wejrzeć co się dzieje z Sacharem, i gdzie go oczy poniosły w jego wędrówce bez celu.

Szedł tedy naprzód lasami długo za jakąś drożyną, która go wiodła sam nie wiedział dokąd i nią nad wieczór, ze ściśnionym sercem dobił się gościńca wielkiego.

Tu mu serca przybyło, gdy usłyszał głosy ludzi, gwar weselszy i skrzyp wozów wieśniaczych długiemi sznury ciągnących ze zbożem ku spławnej rzece... Gościniec był pełen podróżnych, a tuż obok drogi, obozem położyli się spocząć i konie pokarmić, bracia pracowici, którym Sachar pierwszy objawił nowinę co go z domu wygnała...

Wypocząwszy z niemi i rozłamawszy kawał suchego chleba, chłopak posunął się dalej, a że wieczór był piękny i powietrze miłe i nogi jeszcze nie znużone, szedł gdyby na przechadzkę... minąwszy pola znowu droga wsunęła się w głębią lasów i szum drzew starych zaśpiewał mu pieśń znajomą... Tęsknota za wioską i drzew rozhowory zmusiły go siąść nad drogą, podumać i posłuchać co też lasy gadają wieczorem, czy to samo co w Dębinie?