Spojrzał na swoją skrzypkę i niepohamowana wzięła go chętka zagrać sobie i borom... dobył więc z torebki swą muzykę i z początku brzdąkał, potem na dobre począł rzępolić jakąś śpiewkę tęskną...

A wziąwszy się do tego, tak dobrze o świecie zapomniał, jakby z niego na inny przewędrował. Odszedł strach, smutek, niepokój i przystąpiły dumy kołysać go na ręku i uspokajać nadziejami...

Gdy tak gra na skrzypeczce zapamiętale, ani się opatrzył, jak przed nim zjawił się mężczyzna średnich lat, który stanął z założonemi na piersi rękami i słuchał go ciekawie.

Jak wszystko na świecie i piosnka skończyć się musiała, nieznajomy pozdrowił go, a Sachar oczy dopiero ku niemu obrócił.

— Pięknie gracie — rzekł — ale co tu robisz pod noc nad drogą ze swoją muzyką?

Z oczów tego człowieka tak coś dobrego patrzało, że Sachar nie wahał się mu powiedzieć co go tu przywiodło i w jakiej był biedzie, i że nie wiedział co począć z sobą.

Ten słuchał uważnie a wzdychał...

— Hej! hej! — rzekł — biedny z ciebie człowiek i nie na wsi ci się w ubogiej chacie rodzić było, kiedy tak śpiewa w twojej duszy... Ale wiesz co, ja jadę w świat, jeśli chcesz to cię wezmę z sobą...

Nieopodal stał wózek jednokonny a szkapa gryzła trawę korzystając z chwili spoczynku; dwie biedy zrozumiały się zaraz, Sachar siadł powozić nieznajomego i oba razem ruszyli sobie dalej...

Niby to na pozór ów dobroczyńca nowy wyglądał na coś z waszecia, ale w istocie nie wiele był od Sachara szczęśliwszy... tyle tylko, że mu nikt nie bronił wałęsać się po świecie. Żył on także ze skrzypki, którą z sobą woził, był muzykiem i to tłómaczy, że go piosnka chłopska wstrzymała. Jęli sobie tedy, wlokąc się powoli, opowiadać historje swoje i wzajem stękać a nagadawszy się pokochali...