Nie będzie nas,

Będzie las.

Na nieszczęście jednak, to hulanie po lesie zadało fałsz przysłowiu i nie tyle nam żal dębiny co doświadczenia wieków, które się okazało nie ze wszystkiem gruntowne... dębina bowiem cięta i rąbana, naprzód zcieniała, potem się przerzedziła, nareszcie i znikać poczęła...

Po ostatnim wyrobie klepki na wielką skalę przez podkomorzego Rogalę, któremu jakoś piątej czy szóstej niedostawało i w lesie jej znaleźć nie mógł — pozostały tylko ogromne pnie, jak monumenta i grobowce, a między niemi puściła się osiczyna tak żywo i śmiało, że małe dąbczaki, wnuki owych protoplastów, choć im się także chciało życia skosztować, do światła i powietrza dorwać się nie mogły. Napróżno dowodziły, że one tu były dziedzicami, ojczycami, właścicielami ziemi, powietrza, słońca; wskazywały na pnie pradziadowskie i kłody popruchniałe ojców, nic nie pomogło: osiczyna poszła, gęsto się puściła i zagłuszyła nieboraków. Skandal w lesie był wielki, ale fakt dokonany, mimo zgorszenia, przyjęty został ogólnie, a nawet niektóre krzywe dąbczaki poplątały się tak i pobratały z plebejuszowską osiczyną, że ledwie po górnych gałęziach i korze chropawej rozpoznać ich było można.

Starsze nieco dąbki, gdzieniegdzie rozpierzchłe, protestowały nadaremnie...

Za osiczyną przyszły brzozy, leszczyna i różna gawiedź lasowa... Ze wspaniałego lasu zrobił się gaik, w którym ledwie na drwa i kołki coś chłopek mógł sobie wyszukać...

Pewien ekonom, moralista wielki, zauważał, że z panami toż samo prawie stało się, co z lasem, że Rogalowie także z dębów przeszli na osiczynę; ale gumienny powiadał, że wstrzymana ordynarja zrodziła to niewczesne porównanie.

Dosyć, że na uroczysku zwanem Dębową górą, u pnia starego, niezmiernego obwodu, zrąbanego na tę klepkę, której podkomorzemu nie dostawało, jednego pięknego poranku ukazał się maluteczki dąbek o bardzo szerokich i lśniących liściach.

W lesie różne były o jego pochodzeniu wieści.

Pamiętniki starej brzozy, wyżej przywiedzione, wyraźnie mówią, że dąbczak wyrósł z żołędzia, którego odyńce leśne wygrzebać nie potrafiły, bo go bronił ów pień majestatyczny; notaty krzaku łoziny w brew temu świadczą, że dąbek ów puścił nie z nasienia, ale od starych nie zamarłych korzeni pradziada.