Bohater, który tak ładnie gra na skrzypcach, i włóczy się wzdychając po kątach, po lesie, który nie ma serca coby go zrozumiało, duszy bratniej i dłoni przyjaznej... musi wreszcie wyszukać sobie choćby w garderobie kochanki. Wybór jego nie mógł paść ani na prostą ze wsi dziewczynę, z widłami od roztrząsania czegoś powracającą z pola, ani na aksamitną suknię kobiety, która by nań spojrzeć nie raczyła...
Wychowanka zaś panny Adelaidy była istotą... naturalnie wybraną, kiedyśmy my, to jest ja i Sachar, za bohaterkę ją sobie naznaczyli. W kolebce odumarli ją rodzice, żyła jałmużną mleka biednej kobiety która dziecię własne straciła, potem podrosła na ulicznych śmieciach, a gdy się to jakoś do ludzi podobne zdało, przez litość wzięła ją panna Adelaida. W dziesięciu leciech pokazało się, że z tej gąsieniczki wcale ładny począł się robić motylek... czarne miała oczki, brew czarną, nosek malutki, usta rumiane, a płeć tak białą, jak gdyby jej nigdy nie opalało słońce na rozdrożu, gdy gęsi pasała. Była to taż sama dzieweczka, którą wyrostkiem Sachar kiedyś widział na łące, i do dziś dnia pamiętał.
Panna Adelajda, nie mająca tak bardzo kogo kochać, przywiązała się do niej całą siłą niewypotrzebowanej miłości, ale nieopatrzna, zapomniała zupełnie co dziewczęciu potrzebnem a co szkodliwem być mogło.
Więc je pieściła, stroiła i uczyła jak panienkę mnóstwa rzeczy, które główkę zawracają, serce bałamucą i tęsknicę rodzą, nigdy jej zaspokoić nie mogąc. A mała Natalka tak to chciwie chwytała, że przy pomocy swej pani wyrosła i wyszła na panienkę, w której doprawdy nic już chłopki widać nie było. Nazywano ją nawet panną Natalią i nie jeden panicz, bywający we dworze panów Rogalów, pytał co to za śliczne stworzeńko koło okien przeszło, i myślał że to być musi najmniej córka ekonoma lub klucznicy.
Niektórzy zapaleńsi brali ją za jakąś zafarbowaną kuzynkę, do której się nie przyznawano...
Że pannę Adelajdę, która za mąż wyjść jakoś nie umiała i za długo siedziała na karku bratowej i brata, nie bardzo tam lubiono, rozumie się że i pannie Natalii nie zbyt było dobrze. Więc pani i sługa tęskniły razem, skarżyły się sobie i czasem płakały po cichu w dwóch ciasnych pokoikach, które im na tyle dworu wyznaczono, pod pozorem że tam było bardzo zaciszno... Wprawdzie piękność Natalki jednała jej przyjaciół rodzaju męzkiego i sam pan Wincenty lubił ją głaskać pod brodę, ale dziewczę było niezmiernie dzikie, pierzchliwe i tak dumne, że przystąpić do siebie nawet Rogali nie dozwalało. Ztąd znowu niechęci wiele. Natalka równie obawiając się przyjaciół i niechętnych, dnie spędzała w pokoiku nad krosnami, a na krosnach tych często leżała wykradziona od pani książka...
Już tedy znacie tyle moją heroinę, że reszty gotowiście się domyśleć. Z okna jej pokoiku widok był na ogród... często tamtędy smutny Sachar przechodził, często skrzypce jego słychać było w pokoiku pani i izdebce służącej.
Potem się jakoś oko w oko spotkali parę razy, ale biedny chłopak ani śmiał zatrzymać się przy pannie Natalii... Dosyć, że ona sama pierwsza musiała przemówić do niego, co ją nie małego kosztowało rumieńca...
I jakoś się poznali, i nie wiem, jak zbliżyli, i bardzo naturalnie zrozumieli...
Ale ledwie się to stało a Sachar zamarzył, że i onby żyć mógł jak drudzy, we dworze szeptać poczęto i przedrwiwać okrutnie, mówiąc jakoby się panna Natalia zakochała w grajku.