I widywali się coraz rzadziej, a Natalka posmutniała... stała na rozdrożu, w niepewności dokąd pójdzie... Z jednej strony był rozsądek z workiem w ręku, z drugiej miłość bosa, odarta, zapłakana, ale jeszcze sercu droga...
Tak długo już wiernymi byli sobie, że w końcu on nie mógł przypuścić w niej zmiany, i choć ją poczuł, nie zrozumiał...
Dziewczę stroniło od niego — on wierzył że świat temu winien nie ona... grał tylko boleśniej, płakał częściej, burzył się w duszy na ludzi, a kochał jak w pierwszym dniu kiedy się uśmiechnęli do siebie.
W chacie Pakułów wiedziano już o tem i przez dworskich i od niego, ale ojciec mówił od początku że z tego nic nie będzie i studził syna jak umiał; matka się obawiała, dziaduś wprost prorokował, że dziewczyna zdradzi: miał lat przeszło osiemdziesiąt i nie wierzył dziewczętom...
— Z tego wszystkiego — powiadał — nowa tylko jakaś bieda wyrośnie...
Natalka nareszcie popłakawszy, sama powiedziała sobie to co jej dzień w dzień powtarzała pani Rogalina... i natychmiast dojrzała, że Sachar był trochę szaleniec, a życie z nim niepodobieństwem...
Jednak gdy do niej przychodził pokorny, drżący, biedny, nie śmiejąc nawet dotknąć tej dłoni, która przez lat kilka nawykła w jego rękach spoczywać, gdy zagrał i zaśpiewał, gdy poszeptał temi słowy co serce jej otwarły, biedne dziewczę ze łzą w oku przytulało się do niego i nie wiedziało jak rozstać... jak mu powiedzieć... jak go pożegnać.
Była tam jeszcze na dnie iskierka przywiązania niedogasła, ale dął na nią wiatr mroźny i co chwila malała, tlejąc coraz ciemniej, rozsypując się w popioły.
Naglono ją by dała słowo, i przyrzekła, a jeszcze Sachar nic nie wiedział i marzył i przychodził wieczorem spowiadać się jej ze swoich dum i snów przyszłości. Ona słuchała, ale nic nie odpowiadała; jej z dala śmiał się biały domek folwarczny otoczony bzami i malowany wózek męża przyszłego, którym miała jechać do kościoła, i schludne pokoiki, gdzie jako pani wszechwładna zasiąść miała.
Sachar nic nie mógł więcej obiecywać nad ubogą chatę we wsi, zagon mały i pracę ciężką... a dziewczę trochę było rozpieszczone i mówiło już sobie, że czegoś więcej jest warte.