I stało się tak, co się co dzień do koła nas dzieje, że miłość zwyciężył rozsądek, a Natalka wzięła na palec pierścionek zaręczyn, ale jeszcze unikając Sachara milczała... i niekiedy ciężko jej było pomyśleć, że się z nim rozstanie na zawsze.
Nie miała odwagi nic mu powiedzieć, on nie umiał domyśleć się niczego...
Aż gdy raz późno w noc przybiegł do otwartego okna, w którem dziewczę płakało i marzyło i... dziwne przeczucie nim wstrzęsło.
— Co to jest? — zapytał.
Natalka chciała już skłamać, ale usta jej zadrżały nieme...
— Byłażby to prawda, co mi ludzie dziś mówili? nie...
— A gdyby była prawda? po cichu spytała cofając się dziewczyna.
Sachar odstąpił krok, popatrzył długo, długo, oczy mu się zaiskrzyły, wargi zadrgały, i nie mówiąc ani słowa, powoli odszedł od okna...
Wejrzenie jego przeszyło ją, chciała wołać by powrócił, zatrzymać, przebłagać i rzucić w chwasty pierścionek przeklęty; ale po chwili dała się słyszeć wesoła piosenka, tak czystym i spokojnym nucona głosem, że dziewczę się oburzyło... i krzyknęło niemal z rozpaczą: — On nie kochał! on kłamał!
Sachar nie kłamał wszakże i kochał szczerze, ale w głowie jego, po której z dawna chodziły sny niesłychanych rzeczy, nagle i piorunowo zwichnął się rozumu ostatek... chłopak po prostu oszalał. Tylko Bóg łaskaw dał mu obłąkanie śmiejące się, wesołe, rajskie i szczęśliwe... tak, że pierwszym jego objawem była piosenka dziecinna.