Książe podniósł głowę wreście. —
— Cóż chcesz! co więcéj mam czynić jeszcze?
— Odprawić buntownicze poselstwo jak należy...
Księciu coś błysnęło w oczach, i rzekł żywo.
— Odprawię! — zrobię co trzeba! Zdawał się rozgrzany i pewniejszy siebie...
— Wszystko się gotuje jak było postanowiono; Ruś zjednana, zamki w stanie obrony, ludzie się ściągają, wojnę wypowiem jeśli się nie poddadzą. No cóż więcéj! cóż może być więcéj!
— Myślisz że się strwożeni poddadzą! przerwała Agnieszka. Choćby się nawet ukorzyli na dzielnicach ich zostawić nie można. Co dziś zażegnamy jutro się wznowi, trzeba raz skończyć! Musisz być sam!
Władysław potakiwał głową, Dobek stojący z boku, chwycił zręczność aby znów na Petrka podżegnąć. —
— Oniby się odrazu poddali i ustąpili dawno — zawołał, gdyby nie Palatyn Petrek, pierwszy zdrajca, pierwszy wódz do wszystkich buntów. Póki on żyw, nasz pan bezpiecznym nie jest. Tu on króluje a nie książe.
Agnieszka potakiwać zaczęła. —