Na ramionach jego spoczywała potęga naówczas najsilniejsza jeszcze, choć się z pod niéj Cesarze wyłamywali, — Rzym stojący po nad korony i państwa, mający w ręku piorun klątwy i wyłączenia ze społeczeństwa, moc uczynienia człowieka zwierzem bez obrony i prawa. Arcybiskup Jakób zdawał się czuć i wiedzieć że tym piorunem gruchoczącym władał...
Na widok jego książe Władysław z siedzenia powstał, wyszedł do progu i z pokorą rękę z pierścieniem ogromnym — ucałował. (Były te oznaki godności naówczas tak olbrzymiéj wielkości, aby je zdala lud mógł widzieć).
Za księciem, choć niechętnie poszła uniżając się Agnieszka.
Książę, Arcybiskup, ona zajęli podwyższone miejsca swoje. Ustawiła się do koła starszyzna kołem, ziemianie za nią mnodzy. Drzwi musiano zostawić otworem, bo wszyscy w izbie pomieścić się nie mogli.
Gdy cisza nastała, Jakób ze Znina zwrócił się do księcia Władysława.
— Miłościwy książe, rzekł, widzisz nas tu gromadnie zebranych nie napróżno. Przychodzimy do ciebie z żałobą, z prośbą, z radą. Wieść chodzi po ziemiach naszych straszna; opowiadają ludzie że pogany na własnych braci swych i krew swą zwołujesz, że chcesz młodszych wyrzucić z dzielnic ich i orężem się dobijać jedynéj władzy...
Ojciec twój, miłościwy książe, pobożny pan, był téj ziemi dziedzicem i miał prawo z niéj dać dzieciom co mu się podobało. Wyznaczył działy, oprócz najmłodszego... Należy woli nieboszczyka posłuszeństwo. Nie mąćcie spokoju, nie narażajcie się na stratę tego co macie, sięgając po to co wam nie należy.
Książę był już zawczasu przez żonę do odpowiedzi przygotowanym, Agnieszka siedziała téż tak u jego boku że mogła mu podszepnąć słowo. Niegodziło się jéj odzywać saméj, ale czuwała aby mąż zostawiony sobie nie uległ i nie ustąpił.
Na licu księcia malowała się chwilę niepewność jakaś, niby srom że mu zadano winę, potém się ośmielił i począł żywo.
— Nie może być dwu ani wielu panów w jednéj ziemi. — Od dawna państwo to rozdzielane nie było. Mógł ojciec chory, na łożu śmiertelném uledz podszeptom żony, mógł osłabły stanowić jakieś prawa — ale ja mam za sobą prawo téj ziemi i pierworodztwa mojego prawo. Jam je od Boga wziął. Ono mówi inaczéj. — Braciom co słuszna, dam, ale — nie zapieram się miłościwy ojcze i panie, że chcę być tu jednym i — być nim muszę. —