Skłonił głowę. — Wiarołomnych on karze. —

To mówiąc wstał Pasterz, starszyzna świecka poczęła znów padać na kolana.

— Zmiłuj się, nie prowadź na nas wojny! zlituj się!

Książe Władysław jakby słuchać nie chcąc odwrócił się od nich, Jakób ze Znina pokłonił się zdala i zabierał do wyjścia, nie podnosząc ręki do błogosławieństwa.

— Nie mogę już błogosławić domowi z którego wychodzi wojna i śmierć, a wiarołomstwo. — Boga prosić będę aby litując się wam, raczył natchnąć lepszym duchem. —

To powiedziawszy odstąpił od księcia, rękę położył na piersiach, i począł iść nazad ku drzwiom w milczeniu. Za nim inni téż odpływać poczęli, w dziedzińcach powstał szmer i gwar.

Ziemianie rozpaczliwie niemal głowami ku sobie wskazywali, dając znać iż nic uczynić nie zdołali.

Izba się wypróżniała zwolna, bo wielu szło tak, jakby się jeszcze spodziewali że ich nazad, zmieniwszy zdanie, odwołają, że trwoga ogarnie księcia. Władysław w istocie przejęty był strachem, ale przy nim stała żona, gniewem i dumą oburzona, zapamiętała, patrząca za odchodzącemi z pogardą.

Ostatni jeszcze nie przestąpili progu, gdy na głos zawołała.

— Wszyscy zdrajcy są! nabechtani! nie trwożym się ich gróźb, zobaczemy przy kim będzie Bóg i siła Jego. Prawo z nami! Książe nie chce być drewnianym bałwanem, ani strachem na wróble — panować będzie!!