Władysław o czémś myślał zadumany, ale Łowczego trzymał przy sobie.

— Słuchaj! Holsza!

— Słucham, miłościwy panie!

— Podemnie niechaj będzie gotów Chwat cisawy, ten nogi ma takie że i na gołoledzi nie padnie a nie rozedrze się, u niego róg taki że i żelaza mu nie trzeba — prawda, Holsza?

— Prawda, miłościwy panie.

Władysław podniósł połę sukni, dobył garść drobnych blaszek srebrnych i rzucił ją w nastawione Holszy dłonie, szepcąc mu na ucho.

— Byle pierwsza ponowa! i w las! w las! prawda Holsza?

— Prawda! prawda! w las! w las!..

— A w lesie panowanie nasze!! zawołał Władysław i nucąc poszedł do swéj komory. —

W izbie księżnéj Agnieszki inna wcale toczyła się rozmowa. Dobek, w swém ubraniu paradném, stał oparty o ścianę, z rękami w tył założonemi. — Agnieszka po izbie chodziła.