— A któż tu za was będzie sądzić i rządzić? spytała księżna.

W téj chwili książę zdala głos nakazujący Holszy usłyszał, nie mógł już wytrzymać, ruszył ramionami, i nieodpowiadając drzwi zamknął. Szedł już.

— W las! zawołał żywo dosiadając konia, jakby się lękał aby go nie zatrzymano. A no! w las!

Gromada książęca już wyruszała z dziedzińców zamkowych, gdy we wrotach spotkała orszak jakiś liczny. Byli to własni posłowie księcia a raczej Agnieszki, powracający od czerwieńskich grodów. Książe uśmiechnął się im tylko, nie pytając nawet co przynosili, tak mu było pilno.

Żwawym kłusem ruszono od Zamku, przez podzamcza, aby coprędzéj skryć się w lesie. Księciu paliły się oczy do puszcz i borów. Coraz to spoglądał na Holszę, a Holsza mu się uśmiechnął, to znów na tropy po śniegu. — Ziemia usłana tym puchem świeżym bawiła go jak pisana karta.

Tuż, na widnokręgu niedalekim stały owe ukochane lasy szronem okryte, śniegami ubielone, otrząsając po troszę z obciążonych gałęzi czém je noc przysypała. Na szarém, ołowianém tle niebios malowały się jasno osrebrzone gałązki, a po śnieżnéj powłoce popisane przez zwierzęta zygzagi, łowcy tak czytali jak mnichy psałterz malowany.

Księciu na swobodzie aż się twarz inaczéj uśmiechała, aż mu było weseléj i raźniéj. W zamku zawsze był milczącym i ponurym, teraz, zapomniawszy troski wszelkiéj, podnosił czoło, oddychał, w boki się imał, do psów odzywał, do konia zagadywał, do samego siebie coś podśpiewywał, do Holszy mrugał, odpowiadał na pokłon każdego przechodnia.

Ktoby go był naówczas w czystém polu, na rozmowie z samym sobą podsłuchał, zdziwiłby się jak w duszy jego myśli różne ścierały się i kłóciły.

Chwilami chciał sam, potężnie, nad całemi ziemiami siedzieć na tronie, potęga ta wielka uśmiechała mu się, pobratymstwo z Cesarzem wbijało w dumę! Wnet gdy pomyślał że korony we krwi strumieniach szukać było potrzeba, w zajadłéj walce ze wszystkiemi — odpadała go ochota. Miał i tak lasów dosyć, ludzi dosyć, i sądów i troski panowania. —

Potém znów zdało mu się że za nim bieży głos żony, wołającéj. — Cóżeś ty tu, pan czy pół panię, czy tylko ćwierć pana? Azaż nie wstyd mi Cesarskiéj siostrze siedzieć przy tobie, pomiędzy trzema czy czterema małéj braci, jak prostéj ziemiance?