Książę się tymczasem na kobierczyku przeciągnął. Poszedł Petrek do koni i ze swojego siądzenie zdjął, niosąc je panu pod głowę.

— Legnijże i ty koło mnie, abyś odpoczął, odezwał się książę. Z biedy, choć temu twardemu łożu musiemy być radzi.

I rozśmiał się wesoło Władysław...

— Ho! ho! dodał, Waszmościna żona gdzieś tam teraz w ciepłéj komnacie, ze swym miłym Opatem Anzelmem wczasu bezpiecznie używa. — —

Petrek, który się jeszcze nie kładł, zamruczał coś.

— Co tam mruczysz, jak niedźwiedź, mów głośno! zawołał książę.

— Co tam moja żona czyni, nie wiem odparł Petrek głosem drżącym, ale za to szyję daję, że księżna pani Agnieszka z Dobkiem czasu nie traci, boć ten jéj chętnie służy — o czém wszyscy wiedzą!

Książę się poruszył i oparł na ręku. —

— Coś to rzekł? zapytał groźnie.

— Ino prawdę — odpowiedział Petrek. A co Dobek zechce to księżna wam czynić każe, nie dla was, ale aby miły Dobek rosnął i wielmożniał.