Bolko wysłuchawszy mowy téj, skłonił się nizko, za nim drudzy, pokłon oddali arcybiskupowi i zgromadzeniu, a potém poszeptawszy coś między sobą, ruszyli się ku wyjściu, aby Radzie panów duchownych i świeckich, zupełną zostawić swobodę.
Wszebór z kilką towarzyszami przeprowadzili z poszanowaniem królewskie dzieci, na których końcu szedł najmłodszy Kaźmierz, niepojmujący jeszcze ani niebezpieczeństwa, jakie mu groziło, ani ważności téj chwili, a zabawiający się widokiem ludzi tylu, strojów i fiziognomij, które mu się wszystkie uśmiechały. Zdala wielu jeszcze żegnało odwracającego się ku nim, skinieniami życzliwemi.
Po wyjściu książąt w izbie się gwarniéj zrobiło. Arcybiskup pochylony rozmawiał z biskupami, ziemianie się naradzali gromadkami. Niepokój widać było na wszystkich twarzach, jedna myśl wyrywała się z ust niemal zgodna — niechcemy jednego pana nad sobą; silniejszym będzie i gnieść może mocniéj!
Niektórzy sięgali wspomnieniami w prastare czasy owe swobody, których pamięć żyła jeszcze u ludu i kmieci; kiedy gromady stanowiły wszystko, a kniaziowie byli tylko wybieranemi z nich wodzami do wojny i sędziami.
Biskupi téż nie chcieli nic innego nad utrzymanie podziału Krzywoustego, bo im łatwiéj było swą przewagę i władzę u boku książąt udzielnych utrzymać, niż walczyć z jedną silną dłonią. Dla nich spójnią stanowił Pasterz Gnieźnieński, który jednoczył pod sobą wszystkich biskupów, władza téż jego w rozdzieloném państwie rosła i górowała.
Jednakże głosy się odzywały różne, byli i tacy co w podziale ziem, widzieli dla nich niebezpieczeństwo, ale tych zahuczano. Wszebór najpoważniejszy ze świeckiéj starszyzny, zabrał wreście głos, bolejąc nad tém, że im do narady Palatyna Petrka brakowało.
Spodziewano się go dotąd napróżno.
— Byłby on tu pewnie z nami — odezwał się ks. Janik — bo się wybierał w drogę, ale go coś niespodzianie zaskoczyć musiało. — Jechać miał wnet po mnie. — Nie taję, iż niespokojny jestem o niego, daj Boże, aby się co złego nie stało.
— A cóż mu grozić może — odezwał się Wszebór.
— Wszystko złe, wszystko najgorsze! — zawołał biskup.