— Komuż i jak? — zapytał.
— Młodszéj braci naszego Pana, których on rad by wygnać precz.
— Myślę, że księciu się tego odechce, gdy lepiéj sprawę rozważy, — dodał Petrek.
— A no! może! — rzekł Dobek popijając. — Kto to tam wie?
Udał jak by mu to było zupełnie obojętném. Dolewał coraz do kubka gospodarz i rozprawiali o rzeczach obojętnych dosyć wesoło, gość przy ogniu i winie stawał się coraz lepszéj myśli.
— Dobra u was gościna! — mówił przybyły — dostatek wszystkiego jak u udzielnego księcia!
— Używajcież zdrowi — odparł Petrek. — Nie długo czekać, przy łasce pańskiéj i wam téż na niczem nie zbraknie.
— Właśnie na to ja pracuję! — chytrze rzekł Dobek — byle mi się powiodło, rychło do tego dojść się spodziewam.
Zaśmieli się oba, każdy inną myśl mając w sobie.
— Gdzież książe teraz? — spytał Palatyn.