Niedokończył jeszcze gdy stojący obok niego Żupan Leszczyc, odezwał się.

— Co ci jest? co prawisz! azaż nie wiesz że Petrek z synem już w więzieniu osadzony, ani mu o weselu myśleć!

Jaksa zamilkł spuszczając oczy.

— W więzieniu? odezwał się ze śmiałością wielką podnosząc wzrok na księcia. Palatyn Petrek? — On? Za cóż człowieka tego który tylko dobrze czynił, miałby ten los spotkać?

Książę milczał, ale Agnieszka poruszyła się gniewnie, ręką potrząsając.

— Petrek był zdrajcą! krzyknęła — przeciw panu! przeciw mnie! Łotr jest życia nie godzien.

To mówiąc przechyliła się pięści zaciśnięte podnosząc do góry.

— Nie może to być — odezwał się mężnie Jaksa. Znają go od lat wielu wszyscy, ojcowie duchowni, ziemianie, ziemie naokół całe, — pobożny jest — sprawiedliwy, cnotliwy! Był nieboszczykowi królowi miłym, dobroczyńcą dla wielu, nikomu złym.

Miłościwy panie, takiemu jak on mężowi, choć by obwinionym był, trzeba się dać wywieść i oczyścić!

— Milcz! ty! zawołała Agnieszka coraz gniewniéj. — Nie ty, młokosie jakiś, sędzią jesteś, ale pan twój, który ma prawo życia i śmierci, sądu i wyroku!