Dobek wpatrywał się w niego, oprawcy mierzyli pogardliwym wzrokiem — Jarmucha nalegał coraz głośniéj.

— Ja! ja! panku! ja!

Niemiec zakrzyczał.

— Co za licho? kto on?

— Bratobójca Jarmucha, na stryczek osądzony — odezwał się oprawca spluwając z obrzydzenia. —

— Oślepisz go? wyrwiesz mu oczy! Zapytał podchodząc Dobek. —

— A, ja! ja! tak! powtórzył bełkocząc Jarmucha, który się rwał, cisnął i przylegał do kraty całą twarzą. — Życie mi daj! Oślepię ja!

Dobek w téj chwili dałby mu był więcéj niż to liche życie, które nic już nie było warte.

— Dawaj go tu! Dawaj! zawołał nagląc. —

Światosław zakrywając oczy upadł na ziemię, zbliżała się męczeństwa chwila. Petrek stał nieporuszony, spokojny.