— Nieumiem.

— Który z was? wołał Dobek.

Nie wystąpił żaden. Dobek z gniewu jak wściekły się rzucał tłukąc tych co pobliżu stali. —

— A nuże, psy paskudne!

Jak sobaki was powywieszać każę. — Do czegożeście się zdali, nicponie!

Wtém ponad ziemią, w wązkiém okienku, ukazała się z za kraty głowa kudłata.

Był to bratobójca Jarmucha.

Z gardła dobył mu się głos chrypliwy, niezrozumiały. — Wszyscy spojrzeli na tę poczwarę dobywającą się jak z pod ziemi.

Jarmucha mrugał oczyma i trząsł się. — Głosu z piersi zmęczonych dobyć nie mógł. Po chwili dopiero zaczął wołać krzykliwie.

— Ja! ja!!