Z Krakowa miano wysyłać natychmiast do Cesarza, z prośbą nową o pomoc i poparcie.
Przez całą drogę niepokój rosnął, w Krakowie téż nie lepiéj stało. Zamek był prawie bez załogi, na biskupstwie nikogo.
Drugiéj nocy po przybyciu do Krakowa, opowiadają wiarogodne kroniki, królowa w nocy ze snu zerwała się przestraszona.
Wbiegła wprost do męża, który głębokim snem ujęty, odpoczywał. Ks. Władysław uląkł się niemało ujrzawszy ją z włosem rozpuszczonym, łzami zalaną, drżącą. — Chwycił za oręż przy łóżku wiszący i maleńką tarcz, sądząc w pierwszéj chwili że napad jakiś niespodziany zamkowi zagrażał. Księżna przypadła płacząca.
— A! sen, wołała, miałam straszliwy. — Śnił mi się ów z oczyma wilczemi Roger — patrząc na mnie tak jak patrzał na zamku we Wrocławiu.
Stałam we śnie w izbie mojéj, nowe próbując obówie, gdy wpadł człek ten straszny, i nagle obówie mi zdarł z nóg, zostawując bosą.
Stara Regina, którą obudziłam moim krzykiem, zaraz mi sen wykładała i rzekła to, co ja sama czuję, że Roger ten zgubi nas i ze wszystkiego wyzuje. —
Pocoście go wolno puścili! Gonić go, łapać, chwytać trzeba, słać za nim i głowę mu odciąć — głowę! Inaczéj spełni się mój sen straszliwy na mnie, na tobie, na dzieciach naszych. —
Gdy tak płakała i zanosiła się, książę strwożył się mocno, i wstał na ludzi wołając.
Wyprawiono, nie czekając dnia, do Wrocławia, ażeby Roger stawił się na dwór książęcy. — Szczęściem, Starosta przyjaciół miał wszędzie, nim urzędnik Władysława wyruszył po niego, wyprzedzając go, pobiegł już przodem ktoś inny oznajmić Rogerowi aby się stawić nie ważył w Krakowie, gdyż tu na życie jego czyhają.