Dziwnie się bowiem działo na tym dworze Władysława i Agnieszki. — Panowali oni jeszcze i rządzili a rozkazywali, owszem kusili się o panowanie nad wszystkiemi udziałami, a nie widzieli tego iż otoczeni byli niechętnemi, którzy sprzyjali młodszéj braci i gotowi byli jéj pomagać.
Dobek i garstka Niemców składająca otoczenie Agnieszki ślepa była na to co się pod jéj oczyma knowało, nie słyszeli nic albo nie rozumieli. Wierzyli oni w moc swoją, gdy polski dwór Władysława, urzędnicy i ziemianie trzymali z Biskupami, z książęty młodszemi, i temi co z niemi byli. — Petrek i Roger mieli tu przyjaciół gorących, co odzywać się za niemi nie śmiejąc, robili co mogli by im iść w pomoc. Słuchano rozkazów książęcych pozornie, ale ufano w to że wszystkie te wysiłki na nic się nie zdadzą a dumna znienawidzona Niemka precz iść będzie musiała.
Gdy w nocy wielka na zamku wrzawa się wszczęła z powodu snu, o którym mówili wszyscy, zrozumiano zaraz że wykład snu groził Rogerowi, popędził wnet posłaniec tajemny oznajmić mu ażeby się skrył zawczasu.
W kilka godzin dopiero potém, wybrał się opieszale i niechętnie, wyprawiony do Rogera urzędnik, który miał naglić do powrotu, — ale już niebezpieczeństwa nie było, bo musiał być wprzódy ostrzeżonym.
Wszystko tu teraz w ten sposób się działo; bezład panował największy, i zaślepienie razem. — Dwór niemiecki odgrażał się, i już zwycięztwo swe myślał wyzyskiwać, gdy dni jego były policzone. Nie było tajemnicy na zamku, któraby natychmiast wyniesioną z niego nie została, nie było postanowienia książęcego, o któremby wprzód nie wiedziano, nim je ogłoszono.
Roger uwolniony za poręką, bawił na biskupim dworze, nie bardzo pilno zajmując się zbieraniem okupu swojego. Natomiast jątrzył umysły i do zemsty wołał za krzywdę wyrządzoną Petrkowi.
Gdy ks. Janik pytał go, dla czego nie zbiera grzywien?
— Albo to o grzywny idzie? odpowiadał Roger przejęty żalem — ani o mnie, ani o okup mój gra się toczy, ale o to aby niezbożnego Kaina na żywot braci nastającego, wygonić precz! Jakem żyw że się to stać musi, i że się to stanie! A dopóki tego nie uczyniemy, o sobie myśleć się nie godzi.
Bił się w piersi i przysięgał...
— Nic mi się nie stanie, mówił ostrzegającemu go Biskupowi, chodzić będę bezpieczny, a oni padną i pójdą precz. Niewinna krew Petrkowa pomszczoną zostanie.