Jaksowa zlekka śliczną jéj główkę do piersi przytuliła. Obudziło się w niéj uczucie dziwne. Stęsknioną była za macierzyństwem, spragnioną wnucząt, zdało się jéj że jakieś dziecię własne przytulała do siebie.

— Nie płacz — odezwała się, łzy nie pomogą, a oczu twoich szkoda, jeszcze one lepsze czasy zobaczą. Nie śmiała już pytać o więcéj i dziewczę mówić nie śmiało, poprosiła o to co mieć chciała i uciekła.

Ale dobra znajomość była zrobiona między staruszką a dziewczęciem. Gdy matka jéj spała, Błogosława wyrywała się czasami do Jaksowéj, bo się polubiły bardzo. Pod opieką téj mężnéj niewiasty, dziewczę czuło się bezpieczniejszém, zdrętwiałéj staruszce oddech świeży tego kwiatka, życie i czucie przywracał.

Rozmowy ich były urywane, bo jedna nie umiała mówić wiele, druga nie miała odwagi. Dopiero gdy się tak zwolna, trwożliwie, ostrożnie zbliżyły do siebie, Błogosława więcéj ośmielać się zaczęła.

I jednego wieczora, ot tak, w rozmowie — wypowiedziało dziewczę że było córką Petrkową. — Usłyszawszy to Jaksowa ręce załamała w milczeniu, nie powiedziała nic, ale nie nabrała przez to wstrętu do biednéj.

O losie ojca nic jeszcze nie wiedziała córka, a tu już wieści były doszły o oślepieniu, okaleczeniu okrutném i wygnaniu. Jaksowa jéj o tém nie powiedziała, tylko gdy dziewczę płakało bolejąc nad zgonem ojca, bo go za zabitego miano — odzywała się.

— A może téż nie umarł ojciec wasz. — Czekajcie aż nieszczęście przyjdzie, nie wyprzedzajcie go, gdy o niém nie wiecie. — Ludzie mówią że mu żywot wyproszono — i na wygnanie skazano tylko.

Zaczęła się o te pogłoski rozpytywać Błogosława, ale Jaksowa sama ich nie będąc pewną, nie chciała próżną karmić nadzieją. —

Gdy po téj rozmowie wyszło dziewczę, stara przed ogniskiem stanęła jak słup zadumana, z usty zaciętemi i pytać się zdawała losu jak zrządził i dla czego jéj rzucił w dom tę właśnie, któréj dla syna nie chciała? Miałoż to być przeznaczeniem?

Wprawdzie teraz gdy Petrek być przestał onym wielmożą i panem, nie tyle się go już lękała Jaksowa, ani doń wstręt miała tak wielki, boć za grzech odpokutował, a jednak zawsze dla syna pragnęła innéj, czegoś co sama oznaczyć nie umiała, nie téj dziewczyny z mgły i promieni utkanéj, wątłéj i słabéj...