Książę się rozśmiał pogardliwie.
— W matnią sami idą — odezwał się — a niech idą! Spóźnili się pewnie na odsiecz zamkowi, a chcieliby się teraz do niego dostać!! Ha! ha! niech przybywają!
Nadbiegł drugi z tém samém.
Pytano: — Dużo ich tam?
— Kto policzy? hej! kupy się suną! dużo tego.
Kazał książę słać na zwiady, ale się nie strwożył nikt.
Co znaczyły nędzne kupki przeciw nagromadzonym tysiącom? Śmieli się niektórzy. — W porę się zebrali na nas!
Już miał książę nazad wnijść do namiotu, gdy z drugiéj strony nadbiegł Sotnik stary.
— Drogą ode Gniezna orszak tu jakiś ciągnie — rzekł. — Krzyż przed wozem niosą. Wóz czerwono wysłany na nim siedzi mąż wiekowy, w sukni szkarłatnéj.
Książę Władysław zatrząsł się.