— Patrzajno, bracie, tarcz spuścili.

— Toć znaczy pokorę — rzekł Władysław — i łby ugną do ziemi tak samo.

Znikło całkiem krwawe znamię.

W obozie zaczynano téż sobie wieżę pokazywać palcami a szydzić z oblężonych. Już się radowano łatwym łupem.

— A szczeniaki przeklęte! a! przyszła na was godzina — wołali Niemcy otaczający namiot, którzy wywabieni tarczą powybiegali i na głos się śmieli.

Wtém tarcza krwawa dźwignęła się po raz trzeci, ale teraz jakby ją jakaś siła potężna uniosła, nad mur, wysoko wzbiła się w powietrze, zawisła długo, a potém jak piorun na dół runęła.

Kniaź Wsewołod pokazał ją Władysławowi, niedowierzając znaczeniu tego godła. Książę Władysław śmiał się3.

— Jawna rzecz, o łaskę proszą!

— Nie bądźże nadto surowym dla nich — odpowiedział Wsewołod — gdy ci Bóg dał bezkrwawe zwycięztwo... Pokaż się im bratem, przyjmij ich pokorę.

Agnieszka nie dała odpowiedzieć mężowi.