— Cóż to tak z niemi po cudzych polach hasacie? zapytał biskup.
— Nie zajechałem tu po dobréj woli, odezwał się Jaksa, i nie na łowy, alem się srodze obłąkał.
Stanął Biskup i na psy, które przybiegły, chciwie patrzał.
— Zkąd te psy macie? zagadnął, u kogo służycie?
— Nie służę nikomu, rzekł Jaksa, którego suknie powszednie za pospolitego człowieka podawały. Psy z sobą z Niemiec aż z nad Renu wywiózłem.
Biskup więcéj na psy patrzał niż na człowieka.
— Dobre są? zapytał.
Chciał go już wymijać Jaksa, gdy się ku niemu zawrócił — i krzyknął.
— Sam tu! do mnie! kto wy jesteście? Psy bym wasze do mojéj psiarni rad mieć.
Ciężko się już było Jaksie panu stryjecznemu wykłamywać, zdjął więc czapkę i zbliżył się.