Agnieszka przyskoczyła doń ze śmiechem szyderskim.

— Źle nie wyjdzie gdy mnie posłuchasz! Śmiało, z góry, nie zwłocząc uderzyć na nich potrzeba.

— Niechże nadciągnie Ruś! każdéj godziny się jéj spodziewam, rzekł książe.

— Nim ona przyjdzie ślij do nich, przerwała Agnieszka — aby się poddawali. Gdy Ruś przyjdzie z Połowcami uderzymy na krnąbrnych, dziś ze swemi już poczynać można i trzeba.

— I nim tamci w pomoc pospieszą, oni się zwalą na mnie! rzekł Władysław głową potrząsając.

— Zwalą się jeśli cię poczują wahającym i bez siły — zlękną się gdy okażesz męztwo. Ja niewiastą jestem a nie zlękłabym się ich — ja! a ty!

Plunęła na ziemię. Wtém u drzwi kroki słyszeć się dały — księżna obróciła głowę, poznała już kto szedł i lice się jéj rozjaśniło. —

Na próg wchodził, bez oznajmienia i pokłonu, Dobek, jako domowy, poufały sługa. Wejrzeniem zmierzył księcia i księżnę, poznając z rozognionych twarzy, co się tu odprawiało. Agnieszka wzrokiem dała mu znak jakiś niecierpliwy.

— Poselstwo przybywa — mruknął szydersko — ho! poselstwo!! nielada! Rozśmiał się cicho — Palatyn Petrek w półtora sta ludzi, jak udzielny książe raczył nawiedzić pana naszego. Zajechał sobie do miasta na biskupstwo, i oto przysyła pytań ażali może czołem uderzyć!

Na wspomnienie Petrka rzuciła się księżna, książe drgnął i z siedzenia wstał, ale czekając na to co powie małżonka, ust nieśmiał otworzyć. —