August wciąż się uśmiechał...
— Tragi-komedya życia — rzekł obojętnie. Ja miałem mego Karola XII, ty masz twego Flemminga!! Każdy ma coś co go boli, a życie... to życie... Bądź mi wesoła.
— Nie mogę — odezwała się Cosel...
— Dla mnie! — odparł August.
Cosel wpatrzyła się w niego i powoli, raczéj przymus i rozwaga niż uczucie wywołały różowy uśmieszek na małe usta...
— Gdybym na ciebie tylko, panie mój wciąż patrzéć mogła, gdybym cię miała zawsze u mojego boku — odezwała się siadając przy nim powoli — byłabym samym śmiechem i jedném weselem; radabym cię nie puścić na krok od siebie, trzymać skutego uściskiem. Niestety, wyrwiesz mi się sam, polecisz w świat, a któż wié jakim powrócisz..?
— Byle nie tak pijanym, jak dziś jestem... — ze śmiechem zimnym odparł August; — wino lubię, ale panowania jego nad sobą nienawidzę...
— A kiedyż pan mój powróci? — spytała Cosel.
— Spytaj... astrologów: ja nie wiém.
Jedziemy do Berlina. To jedno mnie cieszy że Brandeburgi po drezdeńskich fetach wydadzą się bardzo chudo? Będzie nas Fryderyczek bawił żołnierzami, i wygłodzi przy stole. Berlin po Dreźnie! cha! cha! — zawołał król — to mnie niezmiernie cieszy, jadę umyślnie żeby się napawać zwycięztwem... Z góry jestem go pewny.