Rozpoczęła się tedy wojna na dobre, Cosel płacząc z gniéwu czekała na króla.

Nadjechał August rano bardzo, a na drodze znać już wiedział co zaszło, bo gdy Flemming przyszedł doń z raportami, rzekł mu:

— Że téż wy, stary żołnierz i dyplomata z jedną kobiétą w zgodzie żyć nie umiecie.

— Przepraszam N. Panie — zawołał generał — żyję z wielą w najlepszéj, ale z temi co się za boginie i królowe mają, nie umiem w istocie. Ta kobiéta rujnuje kraj! ma fantazye dziwaczne... i żadnéj zasługi uszanować nie umié.

— Ale tę kobiétę ja kocham i wymagam dla niéj poszanowania.

— Nikt jéj nieuchybiał, dopóki sama nie rozpoczęła obelżywie ze wszystkiemi się obchodzić.

Król zmilczał, Flemming rzekł w poufalszym tonie:

— Zjé Saksonię i Polskę i jeszcze głodną będzie, dziki umysł, nienasycona pycha i chciwość. Jeżeli W. Kr. Mość słabym dla niéj jesteś, my co tron otaczamy mamy obowiązek wyzwolić ją z tych więzów.

August zagadał o czém inném. Po krótkiéj naradzie poszedł do Cosel; ta go oczekiwała, ale z wybuchem gniewu i wyrzutami, czego August nie lubił.

W progu już z płaczem rzuciła się ku niemu.