August popatrzał na nią.

— Jeśli mnie znacie, — rzekł — a śmiecie rzucić mi tém słowem w oczy... powiedziałbym i ja, że was znam, a jednak — nie, to nie może być.

— Nie znacie mnie — śmiejąc się powtórzyła Cosel.

— W istocie i ja tak sądzę. Nie możecie być tą, któréj się domyślam, bo ta nie miałaby odwagi i przyjść tutaj, ani pozwolenia.

— Kobiéta? — zapytała maska — kobiéta nie miałaby odwagi? kobiéta pytałaby o pozwolenie?

I rozśmiała się.

Król drgnął, jakby w tym śmiechu cóś go uderzyło; chwycił jéj rękę: wyrwała mu ją z pośpiechem.

— Intrygujesz mnie piękna maseczko — odezwał się — a mówisz że nie znasz.

— Nie znam... — odpowiedziała Cosel — nie. Niegdyś znałam kogoś, co był podobnym do ciebie, ale tamten miał serce królewskie, szlachetność pańską, duszę bohatéra... a ty...

Król jak zwykł był, gdy nim owładnął gniéw, zaczerwienił się mocno i natychmiast pobladł.