Padła jej do nóg, składając ręce i zawołała tylko.
— Sprawiedliwości!
Anna z nią płakała. Zapomniała się chwilę przejęta tą żałobą i rozpaczą.
— Sprawiedliwości! — odezwała się głosem złamanym. — Kasiu moja! ale gdzież sprawiedliwość jest na tym świecie! Tobie ją ociągają, ja jej dla siebie doprosić się nie mogę...
Sprawiedliwość tam!
I podniosła rękę ku niebu.
Po raz wtóry odciągnęły zwłoki od zamku. Sądzono, że teraz już pogrzeb nastąpi. Wapowska odprowadziła je do dworu i złożyła na katafalku, przy którym uklękła.
W mieście zburzenie rosło.
Zborowscy chodzili porażeni i wściekli; ten trup wędrujący i domagający się pomsty na nich, mężnych nawet i zuchwałych przejmował trwogą.
Z trupem razem naród cały zaczynał naciskać na króla i naglić o przykładne ukaranie.