Dwa dni upłynęły, w mieście najróżniejsze chodziły wieści, sama zwłoka dowodziła, że Zborowscy mieli na dworze obrońców... oburzenie wzrastało.
Wapowska, która dnie i noce klęczała modląc się u zwłok męża, wstała.
Nie mówiła nic, głos zasechł jej w ustach, wskazała ręką. Pochód żałobny ciągnął na zamek raz wtóry.
— Na zamek?
— Tak, do króla.
Ale tu już go poprzedziła wieść o drugim wystąpieniu. Pibrak był gniewem przejęty, Henryk zacinał blade usta. Chciano zamknąć bramy.
Rozmyślił się król jednak.
Gdy Wapowska zbliżyła się do krużganków, wyszedł z głową odkrytą, ale na twarzy jego tym razem więcej było zniecierpliwienia i gniewu niż litości i postrachu.
Poszeptał i oddalił się szybko.
Wdowa jak pierwszym razem szła z sierotą do królewnej.