Na dworze ściemniać się zaczynało.
Ciarach jeszcze około szop i dobytku chodził z Wężem; a Bogna wiaderko świeżej wody niosła do chaty — gdy na drodze zaczęło tętnieć i krzyki, głosy i hukania się ozwały...
Nocą się rzadko trafiało, aby tędy kto przejeżdżał, dla bezpieczeństwa pobiegł Ciarach wrota wielkie drągiem założyć, gdy już około nich stanęli jacyś jezdni, których w ciemności ni twarzy ni odzieży nie było można rozeznać. Ciarach tylko dopatrzył się, że zbrojni byli, a rozmawiali między sobą hałaśliwie, głośno, niespokojnie, jak gdyby się kłócili...
Jeden z nich klął i nawoływał.
— Sam tu?
Ciarach się odezwał.
— A czego chcecie?
— Jechał kto tą drogą?
— Mało kto tą drogą jeździ — odparł chłopak
— A no — dziś, teraz, niedawno! Nie widzieliśta kogo?