Zbliżył się Wiaduch, i zwyczajem wieśniaczym na pytanie odpowiedział drugiem:
— A kogóż wam potrzeba?
Rozśmiali się słuchający.
— Ciekaw, bestyja, chłop.
— Pan tędy jechał jaki...
— Był jeden.
— Na jakim koniu?
Ciarach maść im i piękność opisał, i wnet się podniosły krzyki.
— To on! on!
— Jechał tędy, godzina temu albo więcej gdy ruszył dalej; konia miał zranionego w nogę i tu spoczywał, a posilił się, bo i my mu dali na co stało...