I batem z całych sił skropiwszy konia, pobiegł dalej, a dwór i ludzie za nim się puścili.
Wiaduch nałożył czapkę na uszy, ręce powkładał w kieszenie, obejrzał się ku studni, a że na zrębie wiadro stało, poszedł się napić z niego, otarł usta i tak obojętny, jak przyszedł, do swojego pługa powrócił.
Ciarach myślał, że mu co powie.
— Wiu hot! — odezwał się na konie i — orać począł...
W chacie cicho było, ale w dni trzy urzędnik Neorży stóg siana z łąki Wiaducha w biały dzień zabrał do siebie. Na zapytanie odparł, że takie było przykazanie, że trzy miarki żyta miał zaraz przywieść Leksa i pół grzywny zapłacić.
— Za co?
Włodarz powtórzył krótko, że takie było przykazanie.
Nazajutrz dwóch urzędników włodarskich wzięli gwałtem wóz i konie, niewiadomo dokąd i na jak długo. Ciarach, żeby mu chudoby nie zniszczono, siadł tam też i pojechał.
Zaczynało się prześladowanie.
Wiaduch cierpiał, lecz nie syknął, Garuśnica po całych dniach klęła.