— Bom już starym był naówczas — odpar Wiaduch wesoło. Prawią u nas ludzie o jednym człeku, co cielaka gdy się narodził, wziął pierwszego dnia na ręce, potem drugiego dnia nosił go, i tak codziennie dźwigając, do tego doszedł, że potem wołu mógł podnieść. Otóż, miłościwy panie — tak jest z pracą naszą. Kiedy się jej nie rzuca, siły nie ubywają, i człek nie słabnie. Niechbym dnia jednego spoczął, nazajutrzby się do mnie starość zakradła.

Rozśmiał się król smutnie.

— Rozumnieś to rzekł — szepnął doń.

— Jam tylko powtórzył, co się po świecie słyszało — odparł kmieć.

— Rad i ja z tej mądrości będę korzystał — dodał Kaźmirz.

Po chwilce, obejrzawszy się do koła, począł król, ręką się opierając na stole.

— A wiesz ty stary, co cię czeka? Wiaduch głową pokręcał.

— Otom ja przybył od ciebie posługi żądać...

Kmieć się pokłonił.

— Rozkazujcie — miłościwy panie.