— No, i nie małej — dodał król, ale mi ona potrzebna...
Pomilczawszy chwilę małą, Kaźmirz się odezwał.
— Słyszeliście może, iż do Wiślicy zwołałem ziemian na czwartą postu niedzielę. Będą im tam nowe prawo czytali, a prawo to nie dla jednych ziemian jest, ani dla duchownych, ale dla wszystkiego ludu i kmieci też...
Wiaduch się uśmiechnął niedowierzająco.
— Miłościwy panie — rzekł, ja na to codzień patrzę, gdy obrok koniom zasypuję, a z jednego żłobu wszystkie mają jeść. Żeby człek nie pilnował, starsze i silniejsze wszystkoby zjadły. Tak to i z tym żłobem pono będzie, do którego się nam docisnąć nie dadzą.
— To wasza rzecz — rzekł król uśmiechając się, ja w żłób zasypuję... i póki żyw, też przy tym żłobie stać będę.
Zjadą się ziemianie do Wiślicy, duchowni, rycerstwo i proste panosze... trzeba, aby i kmieć też tam był...
Wiaduch spojrzał zdziwiony na króla, nie odpowiadał nic.
— A dopuszcząż tam inni? szepnął po namyśle...
— Powiecie tym, coby was chcieli gnać lub bronić przystępu, że moje przykazanie macie.