— Ojcze mój! — poczęła — a jakaż może być herezja, co grzesznego w pokucie? Im ona sroższa, tem Bogu milsza.
Ks. Ireneusz ręką przebierał po stoliku.
— Ciemno w tem, ciemno — rzekł — a póki się to nie zbada, nie rozpatrzy, ostrożnym trzeba być, aby zamiast Bogu służyć, nie poszło się w więzy szatańskie.
Groźne podniósł palce i gospodyni zamilkła, lecz widać było, że gorączkowa ciekawość paliła ją.
Ks. Paweł z Brzezia usiadł tymczasem przy stole... Miał widać litość nad niewiastą.
— Gdzie się to zrodziła ta pokutnicza...
— Sekta — poddał ks. Ireneusz.
— Sekta, czy towarzystwo, Bóg to wie — ciągnął dalej Paweł — lecz razem gruchnęło o niej i z nad Renu, i z Węgier, i od Włoch... Gromady ich przebiegają sąsiednie kraje, weszły i do nas. Niektórzy duchowni otwierają im kościoły, inni podejrzenia mają.
— O co? — spytała gospodyni.
— O to, com rzekł — wtrącił ks. Ireneusz — że sektą są. Nasz zakon właśnie powierzone ma sobie badanie herezij wszelkiej, tej zjadliwej rdzy, która się czepia łatwo umysłów słabych a żywych... Inkwizytorowie o tem wyrzeką.