— Pomogliśmy wam do wyswobodzenia się z rąk biskupich, rzekł, któryby litości nad wami nie miał. Kto wie, życiem mogliście przypłacić.
— Życiem? zamruczał pokutnik — a życie, co? Umrzeć przecie potrzeba...
Mówił to szyderskim tonem, powoli, głos był jakiś znajomy.
— Kto ty jesteś? zapytał Kochan, przystępując.
— Człowiek; dla tego, jak ty umrzeć muszę — rzekł pokutnik obojętnie.
— Lecz jeśliś pokutować chciał za grzechy — odezwał się Kochan, to ci coś przecie życie warto... Będziesz miał czas pokutę twą odprawić...
Czarny nie odpowiadał. Kochan coraz się bardziej zżymał i niecierpliwił.
Dokądże ztąd iść myślisz? zapytał.
— W świat, szukać takich jak ja i iść dalej, wołać grzesznych do pokuty.
— Schwycą was...