Ruszył ramionami pokutnik...
Nie mogąc słowa z niego dobyć, zniecierpliwiony tym oporem, Kochan zamruczawszy coś, stuknął drzwiami i wyszedł.
Wieczorem, gdy Kaźmirz się kładł do snu, Kochan mu począł opowiadać swoje spotkanie i rozmowę z wodzem biczowników. Słuchał jej król z żywem zajęciem.
— Cóż to za człek? zapytał.
— Ani twarzy okazać, ani mówić nic o sobie nie chce — rzekł Kochan, a przysiągłbym, żem go gdzieś widział i głos ten słyszałem...
Zadumany Kaźmirz, już się kładnąc, zawołał nazad odchodzącego faworyta.
— Kochan — ja tego człowieka widzieć muszę...
Rawa z okrzykiem się temu sprzeciwił.
— Miłościwy panie, to widowisko nie dla was, rzekł. Nie rozweseli ono a smutku mamy i tak dosyć... Z niego nic nie wydobędziecie?
— Ja? zapytał król — ja?