Wyraz twarzy ulubieńca, zamiast ustraszyć Kaźmirza, więcej jego ciekawość obudził. Zmarszczył się.

— Puszczaj mnie — zawołał groźno — puszczaj!

Kochan ukląkł przed nim.

— Nie puszczę was! rzekł, chwytając za suknię.

Wtem król wyrwał się z rąk jego i śmiałym krokiem postąpiwszy ku drzwiom, otworzył je... Czarny człek siedział zakapturzony, oparty na ręku, nie podniósł głowy...

Kaźmirz go po ramieniu uderzył.

— Wstań — mów, kto jesteś? chcę widzieć cię...

Westchnienie wyrwało się z ust siedzącemu, wyprostował się, ręką chudą i czarną odrzucił kaptur i stanął nie mówiąc nic — król poznawszy go, pobladł i na krok się cofnął.

— Tyś jest? zapytał zdumiony...

Chwila milczenia nastąpiła długo.