— Za jaki grzech pokutujesz? dodał po chwili.
Amadej wlepił oczy w niego.
— Za jaki? za twój może — królu — rzekł szydersko. Pokutą moją błagam Boga, aby krew naszą toczyć przestał, aby reszta rodu mojego wolną była od pomsty jego... aby nie wszyscy Amadejowie ćwiertowani i darci końmi, mizerny żywot kończyli... Pokutuję i za was, aby wam coście ostatnim z rodu naszego przytułek dali, zapłacił przebaczeniem miłosierdzie wasze...
Król słuchał milczący i poruszony...
— Odpokutowałeś już, rzekł głosem złamanym po krótkim przestanku... Wracaj...
— Dokąd? zapytał z szyderstwem Amadej. Tam, gdziebym wrócić chciał, na ojcowiznę moją, czekają mnie tylko: wspomnienie zbrodni, srom i groby... a tu? obcy kraj...
Chciałem przyrosnąć do niego... nie mogłem.. Rwie się dusza gdzieindziej — zaparto! Tu domu nie mam, nie chcę mieć domu...
— Żądasz czego odemnie? odezwał się król cicho...
— Aby mnie puszczono wolno... pójdę, rzekł.. nie potrzebuję nic...
— Stał jeszcze chwilę król, zwrócił się powoli i wyszedł milczący. Na progu zachwiał się, odwrócił, spojrzał, i nie mówiąc słowa, wrócił do swej komnaty.