Ks. Jan ochoczo i natarczywie, znowu się ze swą posługą ofiarował.
Wrócili do Krakowa, i tegoż wieczora Kochana król od warcab z Dobkiem oderwał, pozywając go do siebie.
— Słuchaj — odezwał się do wchodzącego, zbliżając się z niecierpliwością, jaką zwykł był okazywać, gdy myśl wziął gorącą do serca — słuchaj — potrzeba mi — tu się zatrzymał i namyślał trochę.
— Potrzeba mi do Pragi zbiedz, lecz nie chcę aby ktokolwiekbądź wiedział o tem, iż tam będę.
Dla Rawy nie było w tem nic nad miarę trudnego.
— Pojedziemy wrzekomo na łowy — odezwał się — któż nas śledzić będzie? W podróży sposobów jest dość, by się nie dać poznać.
— A w Pradze? wrzucił król, i sam zaraz dodał.
— Przodem kogoś słać potrzeba do Pragi.
Kochan celu podróży dorozumiał się łatwo.
— Jeśli do Rokiczany w poselstwie jechać, jam gotów! rzekł.